sobota, 10 marca 2012

1. Udany Podryw

Zadziorna laska - tak mnie nazywają, głównie kolesie. Inni mówią na mnie "Ta od Nellsonów". Większość ludzi mnie zna. W końcu jestem córką dyrektora liceum, do którego chodzę. Ja nie chciałam tam chodzić, ale ojciec się uparł. Przecież (jego zdaniem) to najlepsza szkoła w mieście. Bzdury.. Najgorsze jest to, że ojciec nie dość, że zabronił mi w domu ubierać się "pewniej" to i w szkole wprowadził taki zakaz. Narobił mi już tyle siary. Ale przecież nie na moim ojcu się świat kończy. Moja matka zmarła na raka 5 lat temu. Trudno mi się było pozbierać po jej śmierci, dlatego stałam się taka... bezduszna, bez serca. Jestem rozpieszczoną dziewczynką i tyle.. Mam jeszcze starszą siostrę - Katy. Czasem jest spoko, przykładem są jakieś imprezy. Zawsze z nią idę . Na trzeźwo jest przynudzająca. Normalnie ziewam przy niej. Mam swoją pakę przyjaciół - Tay, Tori i Jamie. Zawsze razem. Jamie jest od nas nieco starszy ale się z nami zadaje. Mamy taką tradycję, że co tydzień spotykamy się i robimy jakieś melanże albo idziemy do kogoś innego. James czasami załatwia towar, żeby było nam weselej. Bawimy się wtedy w najlepsze. Nie raz zgarniała mnie policja. Miałam mieć nawet dozór kuratora , ale mój zacny tatuś i prokurator to dwaj starzy kumple. O ile w grę wchodzi duża suma pieniędzy, to kumple od małego. Jestem przyzwyczajona do tego. Co roku z ledwością zdaje, a przecież, kiedy żyła mama, byłam piątkową uczennicą. Ludzie się zmieniają.
       
           Dzisiaj nie chciało mi się iść do szkoły. Często nachodzą mnie takie dni. Wstałam, ubrałam się w jakieś podziurawione dżinsy i tunikę z pacyfą. Jak zwykle trampki ze skóry, które wprost uwielbiałam. Miałam ich chyba z 10 par. Nie przywiązywałam zbyt dużej wagi do ubioru. Związałam włosy w koka i umalowałam się. Codziennie się maluje. Za to mam obniżone zachowanie do nieodpowiedniego no i za pyskowanie do nauczycielstwa szanownego. Same buraki są w tej szkole. Nagle dostałam smsa. To była Tori.
@ Zajść po cb?
@ Nie chce mi się iść.. Chyba się dzisiaj zrywam.. Idziesz ze mną?
@Nie. Musze napisać ten test z matmy bo inaczej nie zdam.
@ Ok. Pa
Nie mogłam polegać na Tori, a co dopiero na Taylor. Jest totalną kujonką. Nie pozostało mi nic innego jak zadzwonić do Jamesa. Wykręciłam numer.
-Halo?
-Hej, stary
-Hej, młoda.
-Ten.. Zrywam się dzisiaj z budy.. Kup jakieś browarki czy coś i idziemy na miasto.
-Spoko. Przyjść po ciebie?
-Nieee.. Stary jest na chacie jeszcze. Spotkajmy się w parku.
-Spoko. Na razie.
Rozłączył się. Wzięłam torbę i zeszłam na dół. Zjadłam kanapkę zrobioną przez laskę mojego ojca. Zapomniałam wspomnąć, że to jego nowa dziewczyna. Chyba nawet nie ma trzydziestu lat. Ale mam ją w dupie. Leci tylko na kasę ojca.
-Smacznego. - powiedziała z udawanym entuzjazmem przy ojcu. Pewnie myślała: "Udław się"
Ale tak jak mówiłam była dla mnie jak przedmiot.
Wyszłam z mojej willi. Bo to nie był mały domek. Moja siostra zaczynała godzinę później lekcje. Chodziła do innej szkoły, bo zdaniem ojca miała jakieś ambicje i mogła wybrać szkołę. Zawsze była dla niego "oczkiem w głowie". A ja byłam tą drugą córką. Równo o ósmej spotkałam się z Jamie'm.
-Siema.
-Hej. Masz?
-Ta. - podał mi jakieś piwo. Oddałam mu kasę. -Ej.. Mam niespodziankę..
-Jaką?
-Chodź gdzieś, gdzie mało ludzi.
Poszliśmy na jakieś obrzeża . Zaczął coś wyciągać z kurtki.
-Skręty - uśmiechnęłam się.
-No. - podał mi jednego. Zajaraliśmy. Zawsze mam fazę po nich. Zaczęliśmy się włóczyć i gadać o głupotach.
-Ty, lubisz 1D?
-Nie. A bo co?
-A nic. Bo jak coś to mogę bilety załatwić na ich koncert.
-Skąd?
-Znam Louisa Tomlinsona.
-Uuuu.. A kto to?
-Ty na serio chyba nie przepadasz za nimi..
-No nie.
-To członek zespołu. Mój kumpel.
-No i?
-No i nic.
Dłuższy czas tak bezczynnie chodziliśmy. Nudziło się nam strasznie. Odprowadziłam Jamesa do domu i zaczęłam chodzić bezcelowo po parku. Usiadłam na jakiejś ławce obok obojętnego faceta. Wszystkie inne były zajęte. Zaczęłam pisać do Tay.
-Wagary? - odezwał się gościu, który siedział obok mnie.
-A co ci do tego? - spojrzałam się na niego. Schowałam telefon. Hmm.. Jakiś znajomy
i taki.. przystojny dość
-Nic.. Ja też na wagarach. Do jakiej szkoły chodzisz?
-Newton School.
-O, ja też. - uśmiechnął się słodko.
-Od kiedy niby? - burknęłam z udawaną obojętnością.
-No od dzisiaj ale nie chciało mi się iść.
-Aha.
-Liam jestem. A ty?
-Bella.
-Hmm.. Ładnie.
-Dzięki. Nie lubię tego imienia. Ej.. Wyglądasz znajomo.
-No bo to ja, Liam Payne.
-Czyli.?
-No z One Direction.
-Aa.. Z tych pajaców? - zasłoniłam sobie twarz ręką . Spojrzał się na mnie dziko. - Upss.. Soryy.
-Spoko. Spotkaliśmy się już z ostrą krytyką..
-Ta.. Ta.. -wyjęłam fajki - Palisz?
-Nie..
-Weź koleś.. Co ty taki spięty? - uśmiechnęłam się do niego.
-No dobra. Mogę jednego zapalić
-I to rozumiem - podałam mu fajkę.
-Ejjj.. Wasz ten zespolik to będzie chodził do Newtona?
-Noo.. Oprócz tego najstarszego - Louisa.
-Oo,mój kumpel go zna. James ma na imię.
-Znam go - uśmiechnął się. Podobał mi się nawet. Nie no! Obudź się!! To banda pedałów! Nic tego nie zmieni.
-Ej, a ten Louis i Harry to oni są razem?
-Tak jakby - speszył się. Wybuchłam śmiechem
-Pedały?! - zaczęłam się brechać na całego. Aż mnie bolał brzuch
-Przestań..
-Ty też?!
-Nie! To takie śmieszne? Mnie to nie bawi.. - posmutniał
-Dobra, nie płacz..
-Denerwujesz mnie, wiesz?
-Staram się.
-Nie znam cię ale zaczynasz mi się podobać.. Masz charakterek.
-Nie pochlebiaj mi.
-Mhm.. Masz chłopaka?
-Co to za pytanie?
-Czyli nie masz.. - uśmiechnął się
-Mam! - skłamałam. - Jak się pytasz o chłopaka, czyli, że nie masz dziewczyny.
-Może.. Masz doświadczenie.
-Z takimi jak ty .. Na pewno.
-Uuu - poruszał dziwnie brwiami
-Nie myśl sobie za wiele.
-Miło się rozmawia, co nie?
-Nie zupełnie.
-Masz poczucie humoru.
-To tylko pozory, chłopczyku..
- No nie wiem.. Nie wiem dziewczynko.
Spojrzał na mnie tak jakoś.. Dziwnie.. Nagle mnie... Pocałował?! Odsunęłam się gwałtownie odpychając go.
-Yyy... Co ty robisz?!
-Ee.. Sorry.
-Ale masz patenty na podryw.
Wstałam i poszłam. Pokazałam chłopaczkowi klasę. Wpadł mi w oko. No bez przesady! Mogłabym z nim poflirtować, pochodzić kilka dni i rzucić. To u mnie normalne. Nagle stanęłam. Odwróciłam się. On siedział dalej na tej ławce. Podeszłam do niego, a on wstał. Namiętnie go pocałowałam.
-Tak się całuje - mrugnęłam mu okiem.
-No, no.. Dziewczynko..
-Chłopczyku..
-Dziewczynko..
-Słodki jesteś - usiadłam obok niego.
-Daj mi swój numer .
-Zasłuż sobie.
-Zadziorna..
-Tak mnie nazywają.
-Proszę.. Dasz?
-Hmm.. Niech pomyślę.. Nie.
-Ej no!
-Coś za coś.
-Co chcesz?
-Hmm.. Pójdziesz ze mną jutro na imprezę.
-Umowa stoi. - powiedział . Podałam mu swój numer telefonu.
-Jaki zaciesz.
-Nooo.. Mam szczęście, bo poznałem taką pannę.
-Wiem. Piękna jestem, co?
-Ta. Ile już facetów wyrwałaś.?
-Nieskończenie wiele.
-Zaskakujesz mnie.
-Cieszę się bardzo.
Gadaliśmy tak z godzinę. Później pożegnałam się z nim. Myślałam o nim cały dzień. To był udany podryw na przystojniaku.

1 komentarz:

  1. Świetny <3 Czekam na kolejny ;D Zapraszam do mnie : http://you-can-count-on-me-lila.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń