wtorek, 26 czerwca 2012

14. Miłosna rozterka

Obudziłam się. Rozejrzałam dookoła. Nie było go. Myślałam, że to jakiś koszmar, ale pokłóciliśmy się. Ta kłótnia nie była byle jaka. Usiadłam i wzięłam telefon do ręki. Zero połączeń, esemesów.. Powinnam go przeprosić. Nie potrzebnie tak wyskoczyłam na Zayna. W ogóle wszystko zaniedbuję.. Zaczęłam się szykować, bo przecież muszę dziś zawitać w progach mej szkoły. Ubrałam pierwsze, lepsze ubrania i ruszyłam do kuchni. Ojciec siedział i popijał czarną kawę.
-Cześć - wybąkałam.
-Cześć. Siadaj. Co zjesz?
-Spieszę się. Zjem coś na mieście.


                                                                   ***

W szkole ciągle wypatrywałam Zayna. Nie widziałam go, ani żadnego z członków zespołu.
-Pokłóciliście się? - wtrąciła Tay.
-To moja wina..
-Nie przejmuj się. Tam siedzą - wskazała w przeciwną stronę.
-Mam z nim pogadać?
-No najlepiej. Idź.
Przeklęłam się w myślach i podeszłam do nich. Siedzieli i śmieli się z czegoś.
-Możesz na chwilę? - zwróciłam się do Malika.
-Mogę - wstał z podłogi i podążył za mną, a ja szłam do jakiegoś miejsca, gdzie nam nikt nie będzie przeszkadzał.
-Przepraszam.
-Ale za co? - udawał zdziwienie.
-Naskoczyłam na ciebie wczoraj no i wiesz..
-Nic się nie stało - przytulił mnie do siebie. Znów poczułam jego ciepło.
-Kocham cię - szepnęłam.
-Ja ciebie też - musnął moje usta.
-Coś ci się stało? - wskazałam na jego ramię opatrzone plastrem.
-Nic..
-Nowy tatuaż? - zgadywałam.
-Tak..
-Pokaż - odkryłam plaster. Chłopak nie zaprzeczał.
 -Bella - przeczytałam napis.
-Dla ciebie.
Pocałowałam chłopaka delikatnie w usta.
-Piękny.
-W końcu to twoje imię , więc musi być piękne - uśmiechnął się słodko.
Przez resztę przerw między lekcjami spędzaliśmy razem czas tylko we dwoje. Nie mogłabym nie odzywać się do Malika. Działa na mnie gorzej niż jakiekolwiek dragi.


LIAM:

Cały dzień chodzę dziś struty. Doprowadza mnie do szału to, że Bella pogodziła się z Malikiem. Nie wiem, czemu tak się dzieje. Jestem zazdrosny ? Nie, niemożliwe. Przecież jej nie kocham.. Chyba..
-Liam, pomożesz mi przy obiedzie? - usłyszałem głos Louisa, który coś kombinował w kuchni.
-Jasne, już idę - krzyknąłem w odpowiedzi. Wszyscy są już pogodzeni z Tomlinsonem, choć ma on ograniczone kontakty z Zaynem.. Może to i lepiej. Choć to dziwne, że Lou jest gejem. Ten fakt jest raczej pewny.
-Co tam gotujesz? - spytałem wchodząc do kuchni.
-Lazanię planuję zrobić - wyszczerzył rządek białych zębów.
-Lou, lepiej to zostaw, bo spalisz jeszcze dom! - wydarłem się na Tomlinsona.
-Spoko, Loko - dostałem w odpowiedzi - pomożesz mi? - skamłał jak mały piesek.
-Dobra, dobra. Dawaj przepis - rozkazałem.
Chłopak podał mi jakąś karteczkę.
-Wszystko jest? Szpinak, mięso, makaron..
-To może chodźmy na zakupy - uśmiechnął się niewinnie.
-Jak dzieciak..
Wybraliśmy się na zakupy do TESCO. Kupiliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i oczywiście marchewki dla Louisa.
-Jak tam z Bellą? - nieoczekiwanie spytał w drodze powrotnej.
-No jak? Normalnie.
-Przecież widać, że ją kochasz.
-Bzdury opowiadasz..
-Mnie nie oszukasz - uśmiechnął się cwaniacko.
-No ale nie mów nikomu..
-Fajnie by było.. Ty z Bellą, ja z Zaynem - westchnął.
-Do czego zmierzasz? - spytałem lekko przerażony, bo przecież Tomlinson jak zwykle ma durne pomysły.
-A jak by coś namieszać? No wiesz.. Ty i Bella. Ten tego..
-Louis! - zmierzyłem go morderczym spojrzeniem od stóp do głowy.
-Ja tylko głośno myślę.
-Kocham ją - wypaliłem. Mnie samego zdziwiło te wyznanie. Przecież niedawno nie byłem do końca pewny - Ale zrozum, że nie możemy w ten sposób załatwiać takich spraw. Jak kocha Malika, to nie będę rujnował jej życia.
-Nie okłamuj siebie samego. Widać jak kipisz z zazdrości.
-Przestań.. Jak widzisz jesteśmy już prawie pod domem, więc proszę cię, zmieńmy temat.
-Jak chcesz. Pogadamy o tym później.
W domu zastaliśmy Harrego i Nialla.
-Gdzie Zayn? - spytałem.
-U Belli chyba - oznajmił Horan - zróbcie coś do jedzenia , bo pizzę zamówię! - wydarł się.
-Dobra, cicho. Już robimy.
Obaj z Tomlinsonem podążyliśmy do kuchni. Zaczęliśmy postępować według przepisu. Większość to ja robiłem, a Louis był tylko marnym pomocnikiem.
-Patrz co mam - wyszczerzył się machając mi przed nosem łyżką.
-Nie żartuj sobie - wycedziłem.
-O, już się nie boisz łyżek?
-No co ty - skłamałem.
-To dobrze. Położysz ją ... O tam, tam na stole? - podał mi sztućca.
-Jaja sobie robisz - mruknąłem.
-No weź - zbliżył do mnie łyżkę.
-Zabierz to! - panicznie wykrzyczałem odsuwając się od niego.
-A jednak - powiedział z satysfakcją.

HARRY :

-Oglądamy coś? - spytałem Nialla, który po kryjomu przed Daddym Liamem wyżerał chipsy.
-Dobra. 'Trudne sprawy' lecą chyba teraz.
-Ale to powtórki - jęknąłem.
-Dobra, tam . Załączaj Polsat. Lepsze to niż 'Ukryta prawda'.
-No fakt.. Daj mi jednego - wskazałem na paczkę chipsów.
-Chyba cię po.. Pogięło cię..
-No daj mi! - zacząłem wrzeszczeć.
-Spadaj! To są moje zapasy.
-Bo powiem dla Liama!
-Skarżypyta ! - zrobił udawanego focha.
-Dawaj to do cholery! - rzuciłem się na Horana. Biegaliśmy po całym domu, rzucaliśmy po podłodze. A wszystko o jedną paczkę chipsów.
-Rzućmy monetą - zaproponowałem.
-No okej.
Wyjąłem z kieszeszeni 50 centów.
-Ja orzeł - wyszczerzył się Horan.
-Przecież tu orła nie ma!
-Tak się mówi. Ty reszka.
Posłusznie rzuciłem monetą, która wylądowała na podłodze.
-Reszka! - wykrzyczałem uradowany wyrywając blondynowi chipsy z ręki.
-Spieprzaj dziadu! Ja mam żelki kotki - uśmiechnął się z satysfakcją.
-Serio? Jakoś nie wieżę.
-A pokazać ci?
-No pokaż.
-Ale najpierw oddasz chipsy.
-Chyba cię pojebało!
-Liaaaaam! Harry przeklinaaaa! - wydarł się Horan.
Zaraz usłyszeliśmy kroki Liama, który wszedł do pokoju.
-Oddawać te chipsy - zarządził.
-Nie! - wydarliśmy się razem.
I tak doszło do bójki o jakąś paczkę durnych chipsów.

_____________________________________________
WIEM, WIEM.. NIE DODAWAŁAM PONAD MIESIĄC.
ZARAZ WAKACJE, WIĘC BĘDĘ TU CZĘŚCIEJ PISAŁA :)
ROZDZIAŁ TROCHĘ Z HUMOREM.
LICZĘ NA WIĘCEJ KOMENTARZY, BO TO DLA MNIE
NA PRAWDĘ CENNE.